Prosto do zapisków

zapiski z rozmów z ludźmi, którzy coś robią

Zapiski z rozmowy

Warsztat naczep przy S8: tydzień zaczyna się od kolejki ciągników

okolice Piotrkowa Trybunalskiego 4 min czytania zapisała Celina

Mechanik przy ciężarówce w warsztacie

W poniedziałek o szóstej rano pod warsztatem naczep przy S8 koło Piotrkowa stało siedem zestawów, a ósmy właśnie zjeżdżał z drogi. Wzięłam dzień wolnego od pół etatu, żeby zobaczyć, jak wygląda tydzień w miejscu, w którym naczepa ma stać jak najkrócej.

O szóstej rano przy warsztacie naczep pod Piotrkowem Trybunalskim stało siedem zestawów, jeden za drugim, wzdłuż ogrodzenia. Silniki pracowały na wolnych obrotach, kierowcy stali przy kabinach z kubkami. Ósmy ciągnik właśnie zjeżdżał z S8 i włączał kierunkowskaz. Kierownik serwisu otworzył bramę hali, zapalił światła i powiedział, że to jeszcze nic, w zeszły poniedziałek było jedenaście.

Normalnie w poniedziałki pracuję w dziale zamówień, z kuchni na Bydgoskim. Tym razem wzięłam dzień wolnego, bo kierownik przez telefon powiedział jasno: jak chce pani zobaczyć warsztat naczep, to w poniedziałek, w czwartek nie ma na co patrzeć. Wyjechałam z Torunia o wpół do czwartej. Sto dziewięćdziesiąt kilometrów, prawie cała droga autostradą, w towarzystwie ciężarówek, które za kilka godzin miałam oglądać od spodu.

Dlaczego poniedziałek

Kierownik wyjaśnił mi to przy pierwszej kawie. W weekend ciężarówki stoją, kierowcy odpoczywają, firmy transportowe planują tydzień. W niedzielę wieczorem albo w poniedziałek rano ktoś robi obchód wokół naczepy i znajduje to, czego w piątek nie chciało się zauważyć: lampkę hamulca na desce, cieknący miech zawieszenia, zużytą oponę. Warsztat przy drodze ekspresowej jest pierwszym miejscem, w które można zjechać po drodze.

Przy S8 jest w tej okolicy dużo magazynów i firm transportowych, a do węzła z autostradą jest niedaleko. Kierownik mówi, że połowa jego klientów to stali przewoźnicy z regionu, a druga połowa to ci, którzy jadą przez Polskę i coś im się zapaliło po drodze.

Naczepa stoi, ciągnik jedzie

Najważniejszą rzecz usłyszałam przy przyjęciu pierwszego zlecenia: naczepa, która stoi, nie zarabia. Przewoźnik liczy każdą godzinę. Dlatego kierownik od razu pyta, na kiedy naczepa ma być gotowa, i od tego zależy kolejność, a nie od tego, kto przyjechał pierwszy. Czasem kierowca zostawia naczepę, odpina ciągnik i jedzie po inną, z bazy, a po tę wraca wieczorem.

„U nas nie ma kolejki według godziny przyjazdu. Jest kolejka według tego, kto o której musi być pod rampą.”

kierownik serwisu

Kierowcy, którzy czekają, siedzą w małej poczekalni z ekspresem do kawy i telewizorem. Jeden z nich spał na krześle z głową opartą o ścianę od mojego przyjazdu do dziewiątej.

Piasta osi i bęben hamulcowy na posadzce warsztatu
Piasta osi i bęben hamulcowy na posadzce warsztatu

Hamulce, hamulce, hamulce

Do dziewiątej warsztat przyjął jedenaście naczep. Policzyłam: osiem miało coś z hamulcami. Nowsze naczepy mają hamulce tarczowe, starsze jeszcze bębnowe. Mechanik z warsztatu naczep zdjął przy mnie koło z osi, potem bęben, i pokazał okładziny starte prawie do metalu. Powiedział, że kierowca pewnie od tygodnia czuł, że zestaw hamuje inaczej, ale do bazy było daleko.

Przy tarczach najczęściej wymienia się klocki, czasem tarcze, kiedy są popękane albo za cienkie. Mechanik zwrócił mi uwagę na jedną rzecz, której bym się nie domyśliła: zanim założy nową tarczę, czyści piastę do gołego metalu. Rdza pod tarczą to minimalne bicie, a minimalne bicie przy czterdziestu tonach to drgania na kierownicy i szybsze zużycie wszystkiego.

Przy jednej z osi wymieniali łożysko piasty. Trwało to dłużej, niż sądziłam, bo każde łożysko trzeba ustawić z odpowiednim luzem i dokręcić z wyliczoną siłą. Klucz dynamometryczny był dłuższy niż moje ramię.

Powietrze i prąd

Naczepa ma zawieszenie pneumatyczne: zamiast resorów miechy, czyli gumowe poduszki wypełnione powietrzem. Kiedy miech pęknie, naczepa siada na jedną stronę. Tego dnia wymieniali dwa. Mechanik pokazał mi pęknięcie w starym, wąskie jak cięcie nożem.

Do tego elektronika. Układ hamulcowy w nowych naczepach ma sterownik, który pilnuje, żeby koła się nie blokowały, i zapisuje błędy. Mechanik podłącza komputer do gniazda przy osi i czyta. Mówi, że połowa błędów to nie awaria, tylko przewód, który ktoś przyciął albo przetarł przy sprzęganiu z ciągnikiem.

Opony sprawdzają przy każdej naczepie, bez pytania. Ciśnienie w naczepie to mniej więcej dziewięć barów, mówi mechanik, a każdy bar za mało kosztuje przewoźnika paliwo i bieżnik.

Co by zrobił inaczej

Kierownik serwisu zastanawiał się nad tym przy drugiej kawie, koło jedenastej. Powiedział, że od początku postawiłby halę o dwa metry dłuższą. Teraz najdłuższe naczepy ledwo się mieszczą i przy zamkniętej bramie mechanik musi przeciskać się bokiem.

Wyjeżdżałam o piętnastej. Z siedmiu porannych zestawów sześć już pojechało. Siódma naczepa stała na podporach, bez kół, i czekała na tarcze, które miały przyjść kurierem. Kierowca odpiął ciągnik i pojechał. Miał wrócić o osiemnastej.

Zapisała Celina, Toruń. Rozmówcy bez nazwisk i twarzy, miejsca bez adresów. Nagranie z dyktafonu skasowane po napisaniu tych zapisków.