Kto zapisuje te rozmowy
Celina, 49 lat, z Torunia
Przez siedemnaście lat jeździłam po Polsce z katalogiem opakowań. Piekarnie o trzeciej w nocy, przetwórnie w sezonie, gospodarstwa z własną sprzedażą. Bardziej słuchałam, niż sprzedawałam, a to, co usłyszałam, zapisywałam na marginesach zamówień.
Zostało kilkanaście zeszytów. Kiedy w styczniu 2026 roku przeszłam na pół etatu, postanowiłam wrócić do takich miejsc, tylko już nie po zamówienie, ale po rozmowę. Od kwietnia każda taka wizyta kończy się zapiskami na tej stronie.
Jak to wygląda
Umawiam się przez telefon. Już przy pierwszej rozmowie mówię, że nie podam nazwy firmy ani nazwisk i że nie będzie zdjęć ludzi. Przyjeżdżam wtedy, kiedy coś się dzieje: przy rozpalaniu pieca, przy pierwszej dostawie, przy załadunku. Zostaję kilka godzin, czasem całą zmianę.
Zawsze pytam o dwie rzeczy. Co się psuje najczęściej? I na koniec: co by pani albo pan zrobił inaczej, gdyby zaczynać jeszcze raz? Odpowiedzi na te dwa pytania mówią o miejscu więcej niż godzina oprowadzania.
Nagrywam na stary dyktafon na baterie, zawsze za zgodą. Odsłuchuję w aucie w drodze powrotnej, a po napisaniu zapisków kasuję nagranie. Zdjęcia robię telefonem: miejsca, maszyny, ręce przy pracy. Nigdy twarze.
Kiedy nowe zapiski
Poniedziałek i wtorek należą do hurtowni, druga połowa tygodnia do trasy. Zapiski z poprzedniej wizyty wychodzą w środę rano jako Rozmowa tygodnia. W notesie jest już 26 zapisków, ostatnie z 07.10.2026.
Zawsze pytam o dwie rzeczy. Co się psuje najczęściej? I na koniec: co by pani albo pan zrobił inaczej, gdyby zaczynać jeszcze raz? Odpowiedzi na te dwa pytania mówią o miejscu więcej niż godzina oprowadzania.