Prosto do zapisków

zapiski z rozmów z ludźmi, którzy coś robią

Zapiski z rozmowy

Lotnisko w Świdniku o piątej rano, zanim przyjdą pasażerowie

Świdnik, lotnisko Lublin 4 min czytania zapisała Celina

Samolot na płycie lotniska o świcie

O wpół do piątej hala odlotów lotniska w Świdniku należy do maszyny czyszczącej podłogę i kilkunastu osób, które za półtorej godziny muszą wypuścić pierwszy samolot. Byłam z nimi przez cztery godziny, od pustej hali do drugiego odlotu.

O wpół do piątej hala odlotów w Świdniku była jasno oświetlona i zupełnie pusta. Po posadzce jeździła maszyna czyszcząca, a za nią szła pani w kamizelce i zbierała z kątów to, czego maszyna nie dosięgła. Ekrany odlotów pokazywały dwa loty, oba przed ósmą. Za szybą, na płycie, stał samolot z wyłączonymi światłami.

Przyjechałam z pokoju gościnnego w Świdniku, w którym spałam pięć godzin. Do Lublina jest z Torunia około czterystu kilometrów i na takie wizyty o świcie nie ma innego sposobu. Wpuścił mnie kierownik zmiany obsługi naziemnej, z którym umawiałam się przez telefon trzy tygodnie. Lotnisko to nie piekarnia, tu wejście na zaplecze wymaga przepustki, eskorty i listy, na której jest moje nazwisko. Moje, nie jego.

Zanim ktokolwiek przyjdzie

Kierownik zaczął zmianę o czwartej. Pierwsze, co robi, to sprawdza, kto przyszedł. Na porannej zmianie jest kilkanaście osób w obsłudze naziemnej, plus ochrona, plus kontrola bezpieczeństwa, plus służby lotniska, które w tym czasie objeżdżają drogę startową.

Droga startowa w Świdniku ma około dwóch i pół kilometra. Przed pierwszym startem ktoś przejeżdża ją samochodem i patrzy, czy na nawierzchni nie leży nic, co mogłoby wpaść do silnika: kamień, kawałek metalu, gałąź. Kierownik mówi, że prawie nigdy nic nie ma. Ale to „prawie” jest powodem, dla którego się jeździ.

„U nas nikt nie mówi, że coś jest na pewno w porządku. Mówi się, że zostało sprawdzone.”

kierownik zmiany

Podkreślam to na łososiowo. To zdanie mogłabym przypiąć nad biurkiem w hurtowni.

Samolot nie lubi czekać

Samolot, który stał na płycie, przyleciał wieczorem i nocował. Około piątej podjechała do niego cysterna, potem wóz z wodą, potem ktoś z obsługi obszedł go dookoła z latarką. Patrzyłam przez szybę, potem z bliska, w kamizelce odblaskowej i z eskortą, bo wpuścili mnie na chwilę na płytę.

Wszystko jest policzone w minutach. Kierownik ma na tablecie plan obsługi: kiedy ma przyjść załoga, kiedy otwiera się odprawa, kiedy wejście na pokład, kiedy zamknięcie drzwi. Jeśli jedno się spóźni, przesuwa się wszystko, a samolot ma swoje okno na starcie i swój dalszy rozkład, który ciągnie się przez cały dzień po kilku krajach.

Odprawa otworzyła się dwie godziny przed odlotem. Pierwsi pasażerowie byli w hali wcześniej, o 4:50. Dwie panie z walizkami w kwiaty, które przyjechały z daleka i bały się, że nie zdążą.

Pusta hala odlotów wczesnym rankiem
Pusta hala odlotów wczesnym rankiem

Bramka

Kontrolerka bezpieczeństwa, z którą rozmawiałam przy taśmie, pracuje tu od kilku lat. Pierwsze pół godziny po otwarciu kontroli jest spokojne. Potem przychodzi fala: kilkadziesiąt osób w kwadrans, wszyscy z kurtkami w rękach i pytaniem, czy pasek też trzeba zdjąć.

Pytałam, co najczęściej ląduje w koszu. Napoje, kosmetyki w za dużych opakowaniach, raz w miesiącu scyzoryk po dziadku. Najtrudniej, mówi, jest z ludźmi, którzy pierwszy raz lecą i boją się samego lotu bardziej niż kontroli, a kontrola jest tylko pierwszą rzeczą, którą mogą obwinić.

Ona sama zaczyna zmianę od kalibracji urządzeń i od testu, który polega na tym, że do kontroli przechodzą przedmioty testowe, a operator musi je znaleźć. Nie zawsze wie, kiedy. Mówi, że to jest najlepszy sposób, żeby się nie znudzić o piątej rano.

Co się psuje najczęściej

Kierownik zmiany odpowiedział, że pogoda, choć to nie jest coś, co się psuje. We wrześniu mgła, później wiatr, w zimie śnieg i oblodzenie, kiedy samoloty trzeba odladzać przed startem. Z rzeczy, które się naprawdę psują: taśmy bagażowe. Jest ich kilka i każda godzina przestoju oznacza, że walizki ktoś nosi ręcznie.

Zapytałam też, co by zrobił inaczej, gdyby zaczynał jeszcze raz. Przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Potem powiedział, że nic, tylko wcześniej nauczyłby się spać w dzień. Przez pierwsze dwa lata tego nie umiał.

Ósma trzydzieści

Pierwszy samolot wystartował cztery minuty przed czasem. Drugi o czasie. O wpół do dziewiątej hala była znowu prawie pusta, maszyna czyszcząca jechała tą samą trasą co o świcie, a kierownik zmiany pił kawę na stojąco i układał plan na popołudnie.

Ja wyszłam przed terminal i zobaczyłam, jak z pociągu z Lublina wysiadają ludzie z walizkami. Lecieli później, ale przyjechali z zapasem. Pomyślałam, że opowiem o tym Stefanowi. Pociąg pod samym terminalem to temat, który rozumie lepiej niż ja.

Zapisała Celina, Toruń. Rozmówcy bez nazwisk i twarzy, miejsca bez adresów. Nagranie z dyktafonu skasowane po napisaniu tych zapisków.