Zapiski z rozmowy
Sto paczek dziennie z garażu pod Tarnowem

W garażu pod Tarnowem nie ma samochodu, są regały ze spławikami i haczykami, stół do pakowania i drukarka etykiet. Dwie osoby wysyłają stąd w sezonie około stu paczek dziennie. Przez siedemnaście lat sprzedawałam kartony, więc patrzyłam głównie na kartony.
Garaż pod Tarnowem ma bramę uchylną i kiedy ją podnieśli o wpół do ósmej, pierwsze, co zobaczyłam, to sufit z jarzeniówkami i trzy rzędy regałów aż do ściany. Żadnego samochodu. Auto stoi na podjeździe od sześciu lat, czyli od kiedy sklep internetowy z drobnym sprzętem wędkarskim przestał mieścić się w pokoju na piętrze.
Prowadzi go małżeństwo. Ona zajmuje się zamówieniami, zdjęciami i klientami, on magazynem i pakowaniem, choć w praktyce pakują oboje. Do Tarnowa jest z Torunia około czterystu siedemdziesięciu kilometrów i spałam w mieście, w pokoju nad piekarnią, co uznałam za dobry znak.
Regały z drobiazgami
Spławiki, haczyki w woreczkach, żyłki na szpulkach, ciężarki, przynęty w pudełkach. Wszystko małe, wszystko lekkie i wszystko w setkach odmian. Na każdej półce kartka z kodem, a w telefonie aplikacja, która mówi, gdzie co leży.
Właścicielka pokazuje mi pudełko z haczykami. Ten sam haczyk ma dwanaście rozmiarów i każdy jest osobnym towarem. Pomylić siódemkę z ósemką to najprostszy sposób na zwrot i na złą opinię. Dlatego na każdej przegródce jest rysunek haczyka w skali jeden do jednego. Narysował je mąż, ołówkiem, i zalaminował.
Zaczynali w pokoju na piętrze, od kilku pudełek przynęt, które mąż robił sam, po pracy. Wędkuje od dziecka, nad Dunajcem i na stawach w okolicy, i wie, czego szukają ludzie, bo sam tego szukał. Ona prowadziła wtedy księgowość w biurze w Tarnowie. Po dwóch latach paczek było tyle, że rzuciła biuro, a po trzech zajęli garaż.
Kartony, czyli moja działka
Przy stole do pakowania poczułam się jak u siebie. Trzy rozmiary kartonów, koperty bąbelkowe, rolka papieru do wypełniania, taśma w podajniku. Zapytałam, ile płacą za karton. Powiedzieli. Pokiwałam głową tak, jak kiwałam przez siedemnaście lat, kiedy klient mówił, że gdzie indziej jest taniej.
Ale potem przyszło coś, czego się nie spodziewałam. Oni nie liczą ceny kartonu, tylko ceny wysyłki. Paczka do automatu paczkowego ma trzy gabaryty, a najmniejszy to osiem centymetrów wysokości na trzydzieści osiem na sześćdziesiąt cztery. Jeśli karton ma dziewięć centymetrów, paczka wskakuje w wyższy gabaryt i każda wysyłka drożeje. Dlatego ich najczęstszy karton ma siedem i pół centymetra wysokości, zamawiany specjalnie.
„Pierwszy rok płaciliśmy za powietrze w kartonach. Dosłownie.”
Zapisuję to na marginesie dla działu zamówień w hurtowni. W poniedziałek sprawdzę, czy mamy taki karton.

Do piętnastej
Rytm dnia ustawia kurier. Przyjeżdża o piętnastej i zabiera wszystko, co jest spakowane. Zamówienia złożone do rana idą tego samego dnia. Te złożone po południu czekają do jutra.
Od ósmej do jedenastej drukarka etykiet pracowała prawie bez przerwy. Ona drukowała listę kompletacyjną, on chodził między regałami z koszykiem i zbierał zamówienia po kilka naraz. Potem stół: towar, papier, karton, taśma, etykieta, skaner. Liczyłam. Średnio półtorej minuty na paczkę, przy prostych szybciej, przy dużych zamówieniach z wędką w tubie dłużej.
Około dwunastej przyszła trzecia osoba, sąsiadka, która w sezonie dorabia tu po kilka godzin. Sezon to wiosna i lato, kiedy ludzie łowią. Zimą paczek jest dwadzieścia, trzydzieści dziennie i wtedy robią zdjęcia nowych produktów i liczą remanent.
O 14:50 na podłodze przy bramie stało dziewięćdziesiąt sześć paczek. Kurier przyjechał o 15:05 i zabrał je w siedem minut.
Zwroty
Kupujący przez internet może zwrócić towar w ciągu czternastu dni bez podawania przyczyny i oni to przyjmują spokojnie. Wraca kilka procent paczek. Najczęściej źle dobrany rozmiar albo kolor, który na zdjęciu wyglądał inaczej.
Trudniejsze są paczki uszkodzone w drodze. Właścicielka pokazała mi pudełko z ciężarkami, które przyszło z powrotem rozerwane, z połową zawartości. Od tamtej pory ciężarki pakują podwójnie, w woreczek i w karton.
Co się psuje najczęściej
Drukarka etykiet. Mają dwie, bo kiedy jedna stanie o dziesiątej rano, cały dzień jest stracony. Druga stoi na półce, zapakowana, gotowa. Zepsuła się jedna już trzy razy.
Pytałam też, co by zrobili inaczej, gdyby zaczynali jeszcze raz. Ona powiedziała, że od razu zamówiłaby kartony na wymiar, zamiast kupować gotowe w sklepie budowlanym. On, że wcześniej wyniósłby się z pokoju na piętrze, bo przez dwa lata nosił kartony po schodach.
Wyjeżdżałam o wpół do czwartej z garażu, który wyglądał już jak garaż, tylko z regałami. Puste miejsce przy bramie miało się zapełnić do jutra do piętnastej.
Garaż pod Tarnowem ma bramę uchylną i kiedy ją podnieśli o wpół do ósmej, pierwsze, co zobaczyłam, to sufit z jarzeniówkami i trzy rzędy regałów aż do ściany. Żadnego samochodu. Auto stoi na podjeździe od sześciu lat, czyli od kiedy sklep internetowy z drobnym sprzętem wędkarskim przestał mieścić się w pokoju na piętrze.